Fairy Tales for a Fairer World

CONTES DE FÉES POUR UN MONDE MEILLEUR - CUENTOS DE HADAS PARA UN MUNDO MÁS JUSTO - 讲述童话故事 创造一个 更公平的世界 - كان يا ما كان في أفضل الأزمان - СКАЗКИ ДЛЯ ЛУЧШЕГО МИРА - ΠΑΙΔΙΚΑ ΠΑΡΑΜΥΘΙΑ ΓΙΑ ΕΝΑΝ ΔΙΚΑΙΟΤΕΡΟ ΚΟΣΜΟ - BAŚNIE I DZIWY BY ŚWIAT BYŁ SPRAWIEDLIWY

In the Storybook, classic characters take on new adventures in the setting of traditional fairy tales from around the world, whilehighlighting issues such as climate change, epidemics, displacement, and inequality


Chapter 2.jpg

Trzy Małe Świnki od zawsze mieszkały w Świnkowie. Od swoich przodków posiadły cenną wiedzę architektoniczną dotyczącą budowy świnkowych domków. Niewskazanym było używanie siana, patyków, a nawet cegieł. Wszystko po to, by zapewnić ochronę przed grasującym w miasteczku Wilkiem. Świnki wiedziały, że właściwe materiały budowlane to jedno, drugi istotny element stanowiła bezpieczna lokalizacja. Mimo że ich domki były wytrzymałe i dobrze usytuowane, Wilk nieprzerwanie przepuszczał ataki.

Screen Shot 2016-11-02 at 3.42.48 PM.png

Każda ze Świnek po swojemu rozumiała pojęcie „bezpieczny dom”. Mała Wodna Świnka – Wodek, sądził, że najbezpieczniej wznieść dom na jeziorze, ponieważ wilki nie cierpią wody. Mała Drzewna Świnka – Lesio, utrzymywał, że najbezpieczniej jest w koronach drzew, tam Wilk nie wskoczy. Z kolei Mała Ziemna Świnka – Krecio czuł, że najlepiej będzie przenieść Świnkowo pod ziemię, gdzie miasteczku nie zagrożą ani Wilk, ani huragany. Krecio nigdy nie widział huraganu, nie mieszkali też na obszarze nimi zagrożonym, ale miał na tym punkcie obsesję. Każdy był przywiązany do swojej koncepcji i ją zamierzał realizować.

Był to pierwszy dzień Wodka na jego łódko-domku. Dom był zwyczajny, drewniany i w pełni zasilany wiatrakami zapewniającymi elektryczność potrzebną do pracy silnika. Uwielbiał swój nowy domek, chociaż uważał, że jest trochę za mały i dosyć ograniczający. Nie mógł na przykład umyć okien z zewnątrz, bo po drugiej stronie nie było gruntu, na którym mógłby stanąć. Nie mógł też wyprawić przyjęcia w ogrodzie z okazji nadchodzących urodzin. Ale czuł się bezpiecznie, Wilk mu nie zagrażał.

3 Conversation-chap2-1.png

Wodek skończył właśnie malować wnętrze swojego bezpiecznego domku i dla relaksu postanowił wyciągnąć się na łóżku sięgającym od jednego do drugiego końca domku. Leżąc bez celu, odbijał piłkę o ściany. W pewnym momencie piłka wypadła przez okno, usłyszał plusk i stracił ją z pola widzenia. Wtedy zaczął bawić się abażurem stojącej przy łóżku nocnej lamki, aż wreszcie niechcący trącił ją tak mocno, że lampa spadła, a jej porcelanowa podstawa roztrzaskała się o podłogę. Wtedy usiadł na brzegu łóżka i zaczął uderzać raciczkami w drewnianą podłogę. Stuk, stuk. Stuk, stuk. „Może jego domek był za mały dla tak nadpobudliwej świnki jak on?”, pomyślał. I wtedy usłyszał budzące grozę wołanie dobiegające z brzegu jeziora.

 

Screen Shot 2016-11-02 at 10.15.24 AM.png

„Wodku, Wodku, podpłyń do brzegu, bym mógł wejść do twojego domku”, wołał Wilk.

Wodek odparł: „Nie! Nigdy! Nie zrobię tego póki mam różowy ryjek”.

„W takim razie ja się nadmę i chuchnę, i twój domek zdmuchnę, i się przewróci”.

Mimo że Wilk chuchał i dmuchał, i fukał, domek się nie przewracał. W zasadzie ani drgnął. Właściwie nie zafalowała nawet dzieląca ich woda.

Wodek z radością uniósł pięść w górę: „Tak! Wiedziałem, że będę bezpieczny! Muszę o tym powiedzieć moim braciom”.

Choć przy budowie domku Wodek wykazał się niezwykłym sprytem i kreatywnością, Wilk był sprytniejszy. Słyszał o nadchodzącej suszy, która ogarniała całą okolicę. Wiedział, że jest tylko kwestią czasu, kiedy woda z jeziora wyparuje i cierpliwie czekał na ten moment na brzegu. Każdego dnia ziemia stawała się coraz suchsza. Jak można było się spodziewać, wkrótce również łódko-domek Wodka stał na suchym, popękanym lądzie.

Do tego czasu Wilk zdążył porządnie zgłodnieć, więc szybko pobiegł do Wodka, by zjeść go na obiad. Wodek wyskoczył przez okno i popędził najprędzej, jak mu krępe nóżki na to pozwalały. Kierował się w stronę domku Lesia. „Nie mógł wybrać drzewa bardziej odległego od jeziora”, chrumknął pod ryjkiem.

Lesio stał u podnóża swojego drzewnego domku, wzniesionego między sosną i jodłą. Patrzył w górę obserwując spadający powoli i miarowo liść, który po kilku sekundach z gracją wylądował na ziemi. Podniósł go i wyrzucił do pojemnika na kompost. Po chwili spostrzegł drugi spadający liść, złapał go w powietrzu i zrobił z nim to samo. Czuł się zwycięsko mogąc łapać i kontrolować spadające liście. Wtedy uświadomił sobie, że to był właśnie perfekcjonizm, na który tak narzekał Wodzio. Przewrócił więc pojemnik i rozsypał liście. Odsuwając od siebie myśl o ich ponownym pozbieraniu, wspiął się na górę do domku, w którym swój kącik miały też jego przyjaciółki pszczoły. Z wysoka miał doskonały punkt obserwacyjny, szybko mógł wykryć potencjalne zagrożenie, choć jak dotąd nie dostrzegł żadnego. Aż tu nagle...

Zobaczył goniącego za czymś Wilka. Czyżby to był Wodek? Zrzucił natychmiast z góry linową drabinę i czekał na brata pędzącego ile sił w raciczkach. Wodek chwycił szczeble drabiny i wspiął się na górę, po czym we dwójkę wciągnęli drabinę na górę, zanim Wilk mógł jej dosięgnąć. Byli bezpieczni!

Teraz dopiero Wilk był wściekły. Zaczął potrząsać pniem drzewa. „Nie myślcie, że uciekniecie przede mną”. Świnki z całych sił trzymały się gałęzi. Nagle ul wiszący nad nimi urwał się i upadł na ziemię. Wilk otworzył swój koszyk, włożył do niego ul z przestraszonymi pszczołami i zamknął je w środku.

Lesio krzyczał: „To są nasze pszczoły!”.

Lecz Wilk nic sobie z tego nie robił. Posłał mu tylko złowieszczy uśmieszek i zawył w odpowiedzi: „Małe Świnki, Małe Świnki, pozwólcie mi wspiąć się do was, bo inaczej się nadmę i chuchnę, i wasz domek zdmuchnę”.

Świnki odparły: „Nie! Nigdy! Nie zrobimy tego, póki mamy różowe ryjki”.

Świnki były sprytne, ale Wilk był sprytniejszy. Użył lupy i nakierowując promienie słoneczne na suche patyki, leżące w lesie, wywołał cienką strużkę dymu, następnie chuchał i dmuchał, aż wykrzesał iskrę, wzniecając niszczycielski i nieokiełzany pożar. Świnki z krzykiem ześlizgnęły się z drzewa i co tchu uciekały z lasu. Biegły na czubkach raciczek przez gęste tumany dymu, byle dalej od Wilka po ratunek do brata, Małej Ziemnej Świnki – Krecia.

Do podziemnego domku, Krecia dotarły dźwięki skwierczenia ognia i świst płomieni oraz dobiegające z oddali krzyki braci. Otworzył klapę wejściową i zobaczył Lesia i Wodka próbujących umknąć przed ogniem i Wilkiem. Nagle dostrzegł wysokie, płonące drzewo, które zdawało się spadać w zwolnionym tempie. Wrzasnął do braci: „Uważajcie!”. Drzewo powaliło się z hukiem na ziemię, musnąwszy włoski na ogonkach Lesia i Wodka – mieli podwójne szczęście. Złamane, płonące drzewo oddzieliło ich od Wilka.

„Uf!”, westchnęli. „Mało brakowało”.

Wodek i Lesio zeszli do domku Krecia, który uśmiechając się pod ryjkiem, pomyślał: „Mój dom przetrwał suszę i pożar”.

W oddali u płonących wrót Świnkowa Stary Mądry Wieprz i dwa Marudne Wieprze wpatrywały się oniemiałe w rozprzestrzeniające się z drzewa na drzewo płomienie. Planowali uratować Trzy Małe Świnki z łap Wilka, ale zamiast tego musieli stawić czoła pożarowi. Zastanawiali się, jak mogą uratować Świnki przed czymś większym i silniejszym niż oni sami? Po chwili odezwał się Kolin: „Przyszliśmy tutaj uratować Świnki, więc to zróbmy”.

Ostrożnie przedzierali się przez te części lasu, które nie stały jeszcze w płomieniach. Zza warstwy dymu ujrzeli dwie postaci pędzące na czubkach swoich raciczek.

„Tam są!”, krzyknął Stary Mądry Wieprz.

„Dym sprawia, że trudno cokolwiek zobaczyć w oddali”, dodał.

Podążyli za dwoma Małymi Świnkami na swoich skuterach. Pod ciężarem kół pękały gałęzie i patyki leżące na ziemi. Gdy spostrzegli Wilka pochylającego się nad wejściem do domku Krecia, gwałtownie zahamowali.

Stary Mądry Wieprz nie był już tak odważny jak wcześniej. Zaczął w siebie wątpić. Szkarłatka wyczuła jego strach i powiedziała: „Przybyliśmy, by ocalić Małe Świnki, więc zróbmy to!”. Spojrzał na nią i pokiwał głową. Wszyscy, kiwnęli zgodnie na potwierdzenie, wrzucili pierwszy bieg i obrócili swoje skutery tak, by stanąć twarzą w twarz z problemem. Otoczyli Wilka. Marudny Wieprz 1 powiedział: „Ha! Nigdzie stąd nie pójdziesz, Wilku”. Wtedy Wilk zwinnie przeskoczył ponad ich głowami i zniknął za zasłoną dymną płonącego lasu.

Stali w ciszy, zupełnie osłupiali. Kieł, który zawsze szybko popadał w zmartwienie, krzyknął żałośnie: „O nie! Mieliśmy go złapać! Co teraz zrobimy?”.

„Zrobimy to, po co tu przybyliśmy”, powiedział Kolin. „Wilk może i umknął, ale powróci i wtedy musimy go złapać”.

„Wejdźmy lepiej do środka”, powiedziała Szkarłatka, wskazując na klapę w domku Krecia. „No już, ruszcie się!”.

Pod ziemią Trzy Małe Świnki popijały herbatkę i jadły ciasto, kiedy nagle do środka weszło siedmioro starych nieznajomych, a w futrynie utknęła ogromna słoniowa głowa. Krecio krzyczał, trzymając w jednej ręce spray na owady, a w drugiej zapalniczkę: „Nie zawaham się użyć tego łatwopalnego sprayu, jeśli sobie stąd nie pójdziecie!”.

Trzy Małe Świnki nigdy przedtem nie spotkały swoich pradziadków, Trzech Starych Wieprzy, więc zajęło im chwilę zrozumienie, co się właściwie działo. Dopiero wtedy Krecio odłożył swoją „broń” i zaproponował w zamian kawałek tortu szwarcwaldzkiego.

Po czym, zaintrygowany uprzejmością pradziadków, spytał z ustami pełnymi ciasta: „Dlaczego nasze życia są dla was tak ważne, że ryzykowaliście własne, by nas uratować przed Wilkiem?”.

„Dobrze wiemy, czym jest strach. Wiemy, jak to jest żyć, nie wiedząc, czy się dożyje następnej pełni księżyca. Każdy powinien czuć się bezpiecznie i żyć bez poczucia zagrożenia we własnym domu. Za naszych czasów nikt nie potrafił nam pomóc. Ale dziś świat jest dużo bardziej świadomy problemów i wyzwań, które przed nami stoją”, odpowiedział im Stary Mądry Wieprz.

Kieł po raz kolejny spróbował wcisnąć się do środka, ale nie dał rady. Krecio spojrzawszy na niego, powiedział: „Przyjacielu, nie budowałem tego domku, mając na względzie słonie”, i wszyscy wybuchnęli śmiechem.

 

Screen Shot 2016-11-02 at 4.33.32 PM.png

Bambusowa Królowa wyjęła komórkę, pytając Krecia, czy mógłby pożyczyć jej ładowarkę. Okazało się jednak, że jego ładowarka nie pasowała do jej telefonu. Nikt inny nie miał odpowiedniej, więc sfrustrowana, wyrzuciła swój rozładowany telefon do kosza na śmieci. Nie był to kosz na tego rodzaju przedmioty. Lesio wstał i przełożył komórkę do pojemnika na recykling odpadów elektronicznych.

Podczas tego zamieszania z sufitu, po pajęczynie, nad stół zsunął się Pająk Anansi. Wodzio aż podskoczył na stołku, gdy go zobaczył, i szybko chwycił spray na owady, mierząc w Pająka. „Nienawidzę pająków!”, krzyknął.

5 Conversation-chap2-3.png

„Oszalałeś?”, oburzył się Stary Mądry Wieprz, osłaniając pająka swoimi pomarszczonymi dłońmi. „Przecież jego życie również ma znaczenie! Może ci się wydawać grożny, ale on także odgrywa cenną rolę na tej planecie”.

Pająk Anansi uśmiechnął się i usiadł na ramieniu jednego z Marudnych Wieprzy. Wodek odłożył spray i zaczął stukać widelcem w stół. Od tego irytującego dźwięku oko Marudnego Wieprza zaczęło drgać, co było ewidentnym znakiem, że zaraz wybuchnie. „Przestań! Przestań się wiercić!”, powiedział i nastała nieprzyjemna cisza, ale nie na długo. Nagle kudłata łapa Wilka przedarła się przez powierzchnię ziemi nad sufitem i schwytała Trzy Stare Wieprze. Wszyscy krzyczeli, łącznie z Kłem, którego głowa była zaklinowana w wejściu.

Trzy Małe Świnki bez jakiegokolwiek planu rzuciły się w pogoń za Wilkiem.

„Stary Mądry Wieprz chciałby, żebyśmy kontynuowali”, powiedziała Szkarłatka.

„Masz rację, Szkarłatko. Prowadź...”, odparł Kieł.